Jak donosi wyborcza.pl Dalajlama podczas swojej wizyty we Francji potwierdził, że podczas Olimpiady w Chinach, Chiny nadal stosują represje w Tybecie. Niestety kolejne państwo schowało głowę w piasek - we Francji zrezygnowano ze spotkań oficjalnych z Dalajlamą po to, aby nie pogorszyć stosunków z Chinami. Czy dla światowej opinii publicznej akcja RęcePrecz odTybetu nic już nie znaczy? Czy wszyscy zapomnieli, że trzeba wspierać Tybet?
Dalajlama potwierdził to co przypuszczano od dawna - od zamieszek w marcu, trwają ciągłe aresztowania, a wojska przybywa. Przywódca Tybetańczyków potwierdził również przedstawianą już od jakiegoś czasu wizję zasiedlania Tybetu przez Chińczyków po Olimpiadzie - dzięki temu Chiny liczą, że osłabią siłę Tybetańczyków i Tybetańczycy stracą poczucie odrębności i chęć walki o autonomię Tybetu, skoro ich domy będą już sąsiadować z Chińczykami.
O represjach świadczą również inne wydarzenia. Podczas kolejnej próby protestu w centrum Pekinu, aresztowano uczestników protestu z organizacji Studenci na rzecz Tybetu. Dodatkowo poturbowano i aresztowano również reportera brytyjskiej telewizji. Czyżby Chinom tak bardzo zależało na opinii publicznej że chcą już niszczyć dowody swoich represji?
Jak widać Olimpiada nie przyniosła jak na razie żadnych przełomów. Mimo że akcja RęcePrecz odTybetu wkracza w decydującą fazę, to jednak większość państw stara się bagatelizować problem Tybetu, tak jak ostatnio zbagatelizowały one sytuację w Gruzji. Czy mniejsze kraje mają być pożerane przez większe państwa? Czy tak ma wyglądać XXI wiek? Oby nie - bo Polska w porównaniu do Rosji też największym krajem nie jest i powstaje pytanie, czy jeśli odwiedziliby nasz kraj Rosjanie ze swoją armią, czy inne państwa również schowałyby główę w piasek? Niestety śledząć aktualną sytuację na świecie można z przykrością stwierdzić, że jest to całkiem prawdopodobne…