Dalajlama, dla którego dialog z Chinami wydawał się najlepszą metodą na próbę uzyskania autonomii Tybetu powoli daje za wygraną, jak można przeczytać w serwisie gazeta.pl. Dalaljama zdaje się akceptować już bardziej radykalne środki, do których nawołują inne ugrupowania, widząc, że droga pokojowego dialogu po prostu zawiodła.
Chiny co prawda prowadzili rozmowy z wysłannikami Dalajljamy, ale jak widać nie doprowadziło do zupełnie do niczego. Już wcześniej można było przypuszczać, że rozmowy te miały po prostu się toczyć, aby Chiny miały usprawiedliwienie przed całym światem, zwłaszcza w obliczu Olimpiady, że przecież starają się i usiłują pokojowo rozwiązać problem Tybetu.
Sam Dalajlama aktualnie rozważa przejście na polityczną emeryturę. Czy jego następca będzie również tak pokojowo nastawiony do Chin jak Dalajlama? Wkrótce być może wszystko się wyjaśni - pytanie czy droga inna od pokojowej będzie słuszną drogą.
Można spodziewać się, że jakakolwiek agresja ze strony nowych przywódców Tybetu będzie pretekstem do wielkiej agresji ze strony Chin i masowych mordów Tybetańczyków. O samym Tybecie mówi się ostatnio mniej, akcja ręceprecz odtybetu również ucichła. A światowi przywódcy tak jak do tej pory - nie zrobią nic, w końcu … ważniejszy jest kryzys finansowy.